Obiecywałam w mailach, że przypomnę o syropie, tak więc wedle życzenia -post pachnący żywicą ;)
Wspominała już kiedyś ,że z sosnami to u nas nie taka łatwa sprawa ( w okolicy przeważają lasy świerkowe, bukowe i leszczynowe). Dlatego podczas wszystkich eskapad na łono natury, bacznie obserwowałam krajobraz, by wyłowić na horyzoncie, jakieś większe skupiska.
W niedzielę, docelowo pojechaliśmy na zapamiętaną polanę i okazało się (ku miłemu zaskoczeniu) że postawiono na skraju lasu ambonę. Olka zamiast pomagać w zbiorach, wolała trenować wchodzenie i schodzenie z wysokiej drabiny. Odezwała się moja nadopiekuńczość i chyba zbyt często kontrolowałam dziecko ( czy aby jeszcze ma dwie ręce i nogi ) bo G. w pewnym momencie zaprotestował, oznajmiając że to my chciałyśmy robić leśne specyfiki...
no cóż -życie ;)
Przepis na syrop sosnowy jest dość banalny.
Wystarczy zebrać przyrosty sosnowe, posiekać (uwaga ręcznie) i zasypać cukrem tak jak robi się to z owocami. Po kilku dniach, gdy w słoju pojawi się sok, zlewamy go do buteleczek(przecedzając przez gazę) .Syrop można całą zimę przetrzymywać w lodówce (nie pasteryzujemy).
W tym roku mam zacny plan, by pozostałości poprodukcyjne, zalać dodatkowo spirytusem
(ktoś polecił mi taki sposób) i miejmy nadzieję że powstanie pyszna nalewka.
Tak ku zdrowotności oczywiście ;)!
23 komentarze:
Spadłaś mi z nieba z tym syropem sosnowych, bo właśnie chciałam go dziś robić, nawet zakupiłam litrowe weki:)Piękne zdjęcia robisz, ach jak chciałabym mieć porządny aparat ten telefon mój to już do szału mnie doprowadza:(.
Pozdrawiam cieplutko i idę po sosnę:)
Dzięki Kamilo;-)
Miodek z mniszka już mam, teraz kolej na sosnowy syrop.
Tak więc w najbliższy weekend wybierzemy się na sosnobranie, a w planach jest też pokrzywobranie, bo najlepsze do celów kulinarnych są pokrzywy majowe;-)
Szkoda, że tylko weekendy możemy poświęcić na wypady w plener.
Twoje zdjęcia zachęcają do natychmiastowego wyjazdu do lasu;-)))
Pozdrawiam serdecznie.
-ila-
Aparat-rzecz nabyta, a z ,,dobrym okiem,, trzeba się urodzić- Ty takie bez wątpienia posiadasz. Ściągnęłam Cię myślami, bo pisząc dzisiejszego posta wspominałam lasy w Twojej okolicy ;)
-Florentyna-
Ciekawa jestem tych pokrzywowych specjałów. Moja babcia serwowała młode roślinki, przyrządzone podobnie jak szpinak -smakowało.
W twoim wykonaniu to i syrop pięknie się prezentuje.
Pozdrawiam serdecznie
och, a ja sobie obiecałam ten syrop w tym roku, a młoda ma ospę i siedzimy w domu...może jeszcze się uda:( Chyba że poobrywam moje sosenki przed domem:) Cudne fotki!
a jakie są proporcje tegoż specjału ?????
Będę się powtarzać... uwielbiam Twoje zdjęcia;) Ale tak jest ;) Są takie realne i rzeczywiste;)Piękne dekoracje ;)
oj bardzo lubie zapach sosny :) :) :)
Mam sosnę przed domem, ale żal mi ją obskubywać, chyba też wybiorę się do lasu ;))
Witam, poraz pierwszy. Bardzo lubię Twojego bloga. Gratuluję talentu do uchwycania wyjątkowych widoków.
Pozdrawiam majowo!
Iwona
Zgadzam sie z poprzednimi komentorkami - piekne zdjecia.
biedne sosny
Śliczne masz pojemniczki w domu.
Moze i ja wreszcie zrobie, tak wszyscy zachwalaja ten syrop. Fotki cudne i cudne tez te metalowe pojemniczki, pozdrawiam
Kamila ten syrop jest świetny ale czytałam, że takie obrywanie młodych pędów sosny strasznie niszczy drzewa i dlatego zaprzestałam procederu
Jak zwykle piękne zdjęcia:))jestem pod wrażeniem:))ile masz fajnych pojemników:))
pozdrawiam!
-Joasia-
Proporce zazwyczaj 2:1 (sosna , cukier), ale nie trzymam się tej receptury sztywno.
-Balbina-
Jeśli chodzi o wpływ obrywania przyrostów na stan drzewa, nie czuję się specjalistą
upoważnionym do wygłaszania sądow na ten temat.
Polecam artykuł na forum, myślę że autor ciekawie opisała wpływ obrywania pędów,
na stan drzewa.
http://www.gardenkaro.com/viewpage.php?page_id=655
Osobiście uważam, że moje sosny nie ucierpiały znacząco ;) Obiecuję sprawdzę jesienią.
Dziękuję Wam za odwiedziny i wszelkie cenne uwagi ;)
Co roku obiecuję sobie, że zrobię ten syrop.... i znów nie zdążę :(
Śliczne fotki i aż zapachniało żywicą :))
Ściskam :)
Kochana piękne zdjęcia zrobiłaś, a syropek bardzo zdrowy. Też robię ,a zimą jest jak znalazł.
Ja tez zbieram lipinę i suszę ją ( oczywiście jak kwitnie) Na przeziębienia super sprawa.
Pozdrawiam
mam sosenkę w ogrodzie, wysiała mi się sama 2 lata temu, to muszę poczekać na lepsze czasy, a na ten syrop od dana mam ochotę :)
pozdrawiam ciepło :)
Mój tata zalewa własnie spirytusem, to bez wkładu zostaje dla nas :)) Pyszny jest ten syrop i jaki zdrowy. Śliczne zdjęcia.
Ściskam
Kamila muszę poczytać ten artykuł może rzeczywiście wszędzie panikują zieloni
Jeszcze nie próbowałam, ale wygląda imponująco:) Może się odważę na eksperyment;)
Prześlij komentarz